A co.

I znowu dziwnym trafem przypomniałam sobie o moim blogu. A jak już sobie przypomniałam, to czemu by notki nie napisać przypadkiem? Więc przypadkiem piszę.

Ostatnio zdarzyło mi się ukończyć owe osławione osiemnaście lat. I cóż? Nic szczególnego, prócz tego, że bardzo miło spędziłam sobie godzinę moich urodzin (coś koło drugiej w nocy, jak przypuszczam xD) na świeżym powietrzu z gitarą na kolanach ^^ Nie wspominając już o dniu następnym, kiedy to do koło godziny czwartej nad ranem zachciało mi się wyjść na zewnątrz… i dość długo siedziałam na schodach mordując gitarę, patrzyłam na gwiazdy leżąc na miękkiej trawie w rosie skąpanej… ach, no xD Wniosek nasuwa się jeden – z wiekiem moja choroba się posuwa, staję się coraz to głupsza. Nie wydoroślałam ni trochu, o nieeeeeee ;p I nie zamierzam póki co xD

Urodziny i domniemane osiągnięcie przeze mnie dorosłości świętowałam kilka dni później z gronem najbliższych znajomych. Ognisko było. Ha! Ja bawiłam się dobrze, nie wiem jak reszta, ale to już nie mój problem xD

Co poza tym? Wakacje za nami, chcąc nie chcąc musiałam wracać do szkoły. Ale bardziej chcąc. Ochoty do nauki nigdy na początku roku mi nie brakuje ;] Za to o mdłości przyprawić może zamieszanie spowodowane ciągłymi modyfikacjami podziału godzin, zmianami fakultetów (tak, przepisuję się na matmę) a także pojawieniem się na terenie szkoły pierwszaków, którym trzeba tłumaczyć gdzie znajduje się sala 112 lub 118 (obie  położone w miejscu wybitnie dziwnym) tudzież toaleta damska (bo przecież tak trudno do niej trafić!). Poza tym przeogromna liczba nowych gąb sprawia, że czuję się trochę nieswojo w miejscu, do którego przecież już powinnam była się przyzwyczaić.

Co do samej nauki, z jakimś dziwnym optymizmem do niej podchodzę. Większość przedmiotów, które mi pozostały (a jest ich, że ohoho! bo aż 9 ;p) nie sprawia mi większych problemów. Nie muszę zatruwać sobie życia wkuwaniem biologii, chemii czy fizyki zwłaszcza xD Zatem jest cudnie. A raczej powinno być. Tylko pozostaje kwestia przestawienia się z trybu wakacyjnego na tryb szkolny: wcześniejsze wstawanie, krótszy sen i oczywiście czas na naukę. Jak się do tego przymusić? Otóż wypada korzystanie z komputera ograniczyć ;] Problem w tym, że lubię popadać ze skrajności w skrajność: nie umiem się ograniczać częściowo, dużo łatwiej całkiem z czegoś zrezygnować. Co w związku z tym? Chyba całkowicie zaniecham uruchamiania głupiej maszyny komputrem zwanej, przynajmniej na czas jakiś ;p

Ale nie płaczcie, przyjaciele! Nie jestem na takie rozstanie jeszcze gotowa xD Póki co biorę książkę i idę w las ;)

Do zobaczenia, usłyszenia tudzież uściskania nawet.

Opublikowane w: on wrzesień 3, 2008 at 2:53 pm Komentarze (1)

Polscy patrioci.

To się po prostu robi nudne. Czy naprawdę nie ma innego sposobu na ukazanie przynależności do narodu polskiego, jak tylko poprzez wspieranie naszej nieudolnej i beznadziejnej reprecentacji w piłce nożnej? Dlaczego całe masy wgapionych w ekran telewizora Polaków z zapałem śledzą poszczególne etapy porażki kilkunastu panów w krótkich gaciach i skarpetkach po kolana? Czy to jedyne momenty, kiedy przypominają sobie o swojej ‘polskości’?

Może gdyby jeszcze był jakiś powód do dumy z naszych piłkarzyków… Ale niestety. Niemalże wszystkie środki masowego przekazu z uporem maniaka wałkują temat występu Polaków, to wyrażając się z naiwną nadzieją o ewentualnej ich wygranej (Niemcy musieliby chyba połamać nogi), to przesądzając (całkiem słusznie zresztą) o porażce rodaków. Mało tego, nasza reprezentacja jest także obsmarowywana z każdej strony, co mnie osobiście dziwi. Czy nie moglibyśmy po prostu zostawić ich w spokoju? Chcemy otaczać ich wielkim szumem medialnym czy mamy ich w końcu dość?

Nasza drużyna staje się po prostu legendą – podobnie jak pewnien skoczek narciarski z Wielkiej Brytanii, którego nazwiska przypomnieć sobie w tej chwili niestety nie potrafię. Na 99% miał na imię Eddie, ale to jest dla nas teraz mało istotne. Otóż, zawodnik ten zajmował regularnie ostatnie miejsca we wszystkich zawodach, co przyniosło mu niebywałą popularność. Wielokrotnie angażowano go do występów w spotach reklamowych. Podobną tendencję zauważyłam i w naszym kraju. Dzisiaj na przykład, radio samochodowe uraczyło mnie nader radosną nowiną – jeśli kupię telewizor marki takiej a takiej, w cenie takiej a nie innej, mam szansę całkowitego zwrotu pieniędzy! Co muszę uczynić, by z owej promocji skorzystać? Nic prostszego! Wystarczy, że zaczekam sobie ładnie na dzisiejszy meczyk. Jeśli wygra Polska – mam kilkudziesięciocalowe cudo całkiem za darmo! Wspaniałomyślne, nieprawdaż?

Widać na wszystkim można zbić grube pieniądze. Nawet na prowokowaniu postaw pseudopatriotycznych, powoływaniu się na ’solidarność narodową’ lub też wywoływaniu zachowań całkiem odmiennych. Wszakże budzenie niechęci czy nawet wrogości do naszych Bogu ducha winnych chłopaków (powiedzmy) stanowi świetny sposób na skupienie uwagi mas w jednym punkcie, przynajmniej na jakiś czas. Czego się dzisiaj nie robi, by podnieść oglądalność!

Wszystko pięknie, tylko kto mi powie, co się stało z patriotyzmem prawdziwym, patriotyzmem sięgającym czasów naszych przodków?

Opublikowane w: on czerwiec 8, 2008 at 7:25 pm Komentarze (4)

Chwila refleksji.

Tak mi się jakoś ten blog napatoczył i postanowiłam coś skrobnąć. Głupia jestem, to mi wolno.

Siedzę sobie i myślę – co to jest bezinteresowność? Pojęcie znajome i powszechnie używane, a jakże trudne do zdefiniowania! Postanowiłam zerknąć, co na ten temat mają do powiedzenia na wikipedii. I co się okazało? Ku mojemu bezgranicznemu zdumieniu, wyszukiwanie nie dało żadnych rezultatów. Sprawdziłam inne hasła. Nienawiść? Jest. Głupota? Również. Egoizm? Owszem. Miłość? Ależ oczywiście, bardzo obszernie! Nie omieszkano wlepić także obrazka przedstawiającego sporej wielkości odwróconą dupę (albo serducho, jak kto uważa). Mimo mnogości artykułów opisujących ludzkie uczucia i postawy, bezinteresowność nie wydała się nikomu wystarczająco godna uwagi, więc nie pofatygowano się choćby o skrobnięcie kilku zdań na ten temat. Szukam dalej… Bingo! Jest altruizm.

Altruizm – zachowanie w obrębie danego gatunku, w wyniku którego osobnik tak się zachowujący ponosi pewne koszty wobec innego, który z kolei zyskuje. Jest to jedno z typowych zachowań zwierzęcych zwiększających ich łączną wartość przystosowawczą. Potocznie altruizm definiowany zazwyczaj jest jako postawa przeciwstawna egoizmowi, u podstaw której leży bezinteresowna troska o dobro innych osób.

Wszystko ładnie. Wniosek nasuwa się następujący: czy istnieje postawa (wspomniana w dalszej części artykułu, której nie będę tutaj przytaczać) definiowana altruizmem “twardym”? Wikipedia mówi, że jest to sytuacja, w której “jednostki poświęcają się dla innych bez możliwości uzyskania gratyfikacji”. Co w ogóle możemy podciągnąć pod owąż “gratyfikację”? Jeśli dobrze pomyśleć, dojść można do wniosku, iż korzyści oczekujemy zawsze. Człowiek, jak i każde inne stworzenie, jest perfidną kreaturą nastawioną głównie na odbiór, jeśli nie wyłącznie na odbiór. Czy człowiek potrafi dbać tylko o swój własny nos? Czy wszelkie drobiny dobra są tak naprawdę tylko inwestycjami z nadzieją na zyski? I nie chodzi tu wyłącznie o korzyści materialne. Nawet poczucie satysfakcji uznać możemy za korzyść, za sposób dowartościowania się, za zysk w sensie duchowym.

To o co w tym wszystkim chodzi, do cholery!? Jak JA mam się zachować w tej dżungli pełnej bezdusznych małp oczekujących ode mnie wiele, a nie oferujących niczego? Kupa ludzi, którzy mają mnie daleko, którzy lubią wytykać mi wszystko to, co we mnie paskudne, nie dostrzegając przy tym ani jednej z moich zalet. A zapewniam Was wszystkich, że takowe posiadam. Amen.

Opublikowane w: on czerwiec 5, 2008 at 8:51 pm Komentarze (6)

Rachunek sumienia.

Ferie za nami. A Hszuja jak zwykle narobiła planów na te dwa tygodnie i nie zrealizowała niczego.

- Głównym celem był solidny odpoczynek. Zamierzałam się porządnie wyspać i odetchnąć trochę. Niestety, nie powiodło się. Niemała to zasługa moich sióstr i przebywających u mnie przez prawie całe ferie kuzynek w wieku podejrzanym ;]

Sprawą drugorzędną była nauka, którą zaniedbałam zupełnie i przyznaję to bez bicia. Poczyniłam sobie takie piękne postanowienia: codziennie siedzenie nad angielskim do oporu, a prócz tego także nauka innych języków. Miała być i mała powtórka z łaciny, i kaligrafia chińska, i opanowanie kilku lekcji z kursu języka hiszpańskiego, a nawet nadrabianie zaległości w niemieckim!

I co? Nawet jednej piątej nie zdołałam zrobić.

~ Angielski – tu jeszcze umiarkowanie źle. Bo pod presją (na dodatkowe lekcje chodzę czy poniedziałek czy maj xD). Rozdział wyczerpujących ćwiczeń z książki Misztala już za mną. Nie był taki znowu tragicznie trudny. Tematyka? Gardening. Schody zaczną się niebawem, bo w dziale “Health and medicine”. Całą pierwszą klasę się użerałam z biologią tylko po to, żeby to teraz powtórzyć w wersji angielskiej :/ Co poza tym? Matura próbna nie przeanalizowana. Ćwiczenia do FCE (mój cel na najbliższe miesiące) czekają. Ech, z angielskim nie najlepiej.

~ Niemiecki – co tutaj? Żal serce ściska xD Otworzyłam zeszyt tylko po to, by go ze wstrętem zamknąć.

~ Łacina – Tabelka z deklinacjami gdzieś sobie spokojnie leży, koniugacje też się zawieruszyły. Na lekcje po feriach wracam z mniejszą wiedzą niż przed.

~ Chiński – wreszcie kupiłam oxfordzki słownik angielsko-chiński! Wprawdzie nie ten, który pierwotnie zamierzałam gdzieś zamówić, ale jego nieco uszczuploną wersję. Na razie powinno wystarczyć. Oczywiście z wielkim zapałem zabrałam się za jego przeglądanie, nawet wzięłam do szkoły wszystkim pokazać ;p Ale teraz sobie leży. Nauczyłam się tylko nim posługiwać, bo tę wiedzę też trzeba sobie przyswoić, by ze słownika chińskiego korzystać ;p A kaligrafia jak leżała, tak leży.

~ Hiszpański – pogłaskałam okładkę słownika. Kurs odpoczywa na półce.

-Hszuja, imponujesz mi! Jak można przez dwa tygodnie tyle nie zrobić?! – stwierdza niespodziewanie Hszonszcz wyskakując z pudełka po zapałkach.

- Oj Hszonszczyku, kto jak kto, ale ty nie powinieneś nikogo pouczać. Zaniedbałeś cały turniej Masters! Nie widziałeś tej pięknej porażki Ronniego w pierwszej rundzie ani też wielkiego zwycięstwa Marka Selby’ego w finale! Toż to wstyd! Wstyd i hańba!

Hsz też ma wiele do powiedzenia:

- A ze mną to nawet nie jest tragicznie. Przez całe ferie wchłonęłam kilka powieści historycznych. “Królów przeklętych” mi się czytać zachciało! “Medicusa” i “Katedrę Marii Panny w Paryżu” nadgryzłam nawet. I “Proces” Kafki. Ten ostatni to musiał mieć nieźle w czubie. Książka mnie zaciekawiła, pożarłam ją jednym tchem, żeby się dowiedzieć o co w niej chodzi. Jak mi się wydawało, zakończenie powinno wszystko wyjaśniać. Niestety. Wiem jeszcze mniej niż na początku.

- Dość, Hsz. Dość na dzisiaj. Podsumujmy zatem:

Ogólny bilans wiedzy po feriach – może nie ujemny, ale bliski zeru.

Congratulations.

Opublikowane w: on styczeń 29, 2008 at 7:23 pm Komentarze (1)

Tak jakby początek.

Hszonszcz zgupł do reszty i założył bloga. Co gorsza, założył bloga, po którym nie należy się niczego szczególnego spodziewać. Z drugiej jednak strony, wątpić w moje możliwości także nie warto. Choćby ze strachu przed moją osobą lub ze względu na nieprzewidywalność i ponadprzeciętność, która mi się zdarza. Rzadko, co prawda, ale tak jest.

Myślę, że warto tutaj uprzedzić, że ja i moje trzy jaźnie nie zamierzamy udawać, że jesteśmy normalnymi ludźmi (ludźmi?!). Iza-Hszonszcz-Hszuja tudzież po prostu skrótowe i jakże melodyjne Hsz to idioci jakich mało. Uważajcie na nich, a najlepiej omijajcie szerokim łukiem wszelkie ślady bytności tychże.

Nie wydaje mi się, żeby dobrym pomysłem było się tu i teraz, w tejże nocie pierwszej, tak od razu wywnętrzać. O, nie. To do końca zraziłoby tę garstkę ludzi, którzy jednak jakimś cudem wykażą się niemałą odwagą i zechcą choćby wzrokiem prześledzić te wypociny, które Hszonszcz tutaj zostawiać zamierza. Nie żeby mi zależało na jakiejś dziwnej popularności. Po prostu stwierdzam fakt, że nie warto szkodzić. Ludzi poczciwych na rozstrojenie nerwowe narażać. O, nie. Bo i po cóż? A jeśli już, to nie z premedytacją.

To tyle. Przesyt jest rzeczą niebezpieczną, a w skrajnych przypadkach niezwykle szkodliwą.

Do następnego.

(nie pozdrawiam nikogo, a grafiki żadnej nie dodam, bo mi się zwyczajnie nie chce)

Opublikowane w: on styczeń 25, 2008 at 7:47 pm Komentarze (1)