Polscy patrioci.

To się po prostu robi nudne. Czy naprawdę nie ma innego sposobu na ukazanie przynależności do narodu polskiego, jak tylko poprzez wspieranie naszej nieudolnej i beznadziejnej reprecentacji w piłce nożnej? Dlaczego całe masy wgapionych w ekran telewizora Polaków z zapałem śledzą poszczególne etapy porażki kilkunastu panów w krótkich gaciach i skarpetkach po kolana? Czy to jedyne momenty, kiedy przypominają sobie o swojej ‘polskości’?

Może gdyby jeszcze był jakiś powód do dumy z naszych piłkarzyków… Ale niestety. Niemalże wszystkie środki masowego przekazu z uporem maniaka wałkują temat występu Polaków, to wyrażając się z naiwną nadzieją o ewentualnej ich wygranej (Niemcy musieliby chyba połamać nogi), to przesądzając (całkiem słusznie zresztą) o porażce rodaków. Mało tego, nasza reprezentacja jest także obsmarowywana z każdej strony, co mnie osobiście dziwi. Czy nie moglibyśmy po prostu zostawić ich w spokoju? Chcemy otaczać ich wielkim szumem medialnym czy mamy ich w końcu dość?

Nasza drużyna staje się po prostu legendą – podobnie jak pewnien skoczek narciarski z Wielkiej Brytanii, którego nazwiska przypomnieć sobie w tej chwili niestety nie potrafię. Na 99% miał na imię Eddie, ale to jest dla nas teraz mało istotne. Otóż, zawodnik ten zajmował regularnie ostatnie miejsca we wszystkich zawodach, co przyniosło mu niebywałą popularność. Wielokrotnie angażowano go do występów w spotach reklamowych. Podobną tendencję zauważyłam i w naszym kraju. Dzisiaj na przykład, radio samochodowe uraczyło mnie nader radosną nowiną – jeśli kupię telewizor marki takiej a takiej, w cenie takiej a nie innej, mam szansę całkowitego zwrotu pieniędzy! Co muszę uczynić, by z owej promocji skorzystać? Nic prostszego! Wystarczy, że zaczekam sobie ładnie na dzisiejszy meczyk. Jeśli wygra Polska – mam kilkudziesięciocalowe cudo całkiem za darmo! Wspaniałomyślne, nieprawdaż?

Widać na wszystkim można zbić grube pieniądze. Nawet na prowokowaniu postaw pseudopatriotycznych, powoływaniu się na ’solidarność narodową’ lub też wywoływaniu zachowań całkiem odmiennych. Wszakże budzenie niechęci czy nawet wrogości do naszych Bogu ducha winnych chłopaków (powiedzmy) stanowi świetny sposób na skupienie uwagi mas w jednym punkcie, przynajmniej na jakiś czas. Czego się dzisiaj nie robi, by podnieść oglądalność!

Wszystko pięknie, tylko kto mi powie, co się stało z patriotyzmem prawdziwym, patriotyzmem sięgającym czasów naszych przodków?

Opublikowane w: on czerwiec 8, 2008 at 7:25 pm Komentarze (4)

Chwila refleksji.

Tak mi się jakoś ten blog napatoczył i postanowiłam coś skrobnąć. Głupia jestem, to mi wolno.

Siedzę sobie i myślę – co to jest bezinteresowność? Pojęcie znajome i powszechnie używane, a jakże trudne do zdefiniowania! Postanowiłam zerknąć, co na ten temat mają do powiedzenia na wikipedii. I co się okazało? Ku mojemu bezgranicznemu zdumieniu, wyszukiwanie nie dało żadnych rezultatów. Sprawdziłam inne hasła. Nienawiść? Jest. Głupota? Również. Egoizm? Owszem. Miłość? Ależ oczywiście, bardzo obszernie! Nie omieszkano wlepić także obrazka przedstawiającego sporej wielkości odwróconą dupę (albo serducho, jak kto uważa). Mimo mnogości artykułów opisujących ludzkie uczucia i postawy, bezinteresowność nie wydała się nikomu wystarczająco godna uwagi, więc nie pofatygowano się choćby o skrobnięcie kilku zdań na ten temat. Szukam dalej… Bingo! Jest altruizm.

Altruizm – zachowanie w obrębie danego gatunku, w wyniku którego osobnik tak się zachowujący ponosi pewne koszty wobec innego, który z kolei zyskuje. Jest to jedno z typowych zachowań zwierzęcych zwiększających ich łączną wartość przystosowawczą. Potocznie altruizm definiowany zazwyczaj jest jako postawa przeciwstawna egoizmowi, u podstaw której leży bezinteresowna troska o dobro innych osób.

Wszystko ładnie. Wniosek nasuwa się następujący: czy istnieje postawa (wspomniana w dalszej części artykułu, której nie będę tutaj przytaczać) definiowana altruizmem “twardym”? Wikipedia mówi, że jest to sytuacja, w której “jednostki poświęcają się dla innych bez możliwości uzyskania gratyfikacji”. Co w ogóle możemy podciągnąć pod owąż “gratyfikację”? Jeśli dobrze pomyśleć, dojść można do wniosku, iż korzyści oczekujemy zawsze. Człowiek, jak i każde inne stworzenie, jest perfidną kreaturą nastawioną głównie na odbiór, jeśli nie wyłącznie na odbiór. Czy człowiek potrafi dbać tylko o swój własny nos? Czy wszelkie drobiny dobra są tak naprawdę tylko inwestycjami z nadzieją na zyski? I nie chodzi tu wyłącznie o korzyści materialne. Nawet poczucie satysfakcji uznać możemy za korzyść, za sposób dowartościowania się, za zysk w sensie duchowym.

To o co w tym wszystkim chodzi, do cholery!? Jak JA mam się zachować w tej dżungli pełnej bezdusznych małp oczekujących ode mnie wiele, a nie oferujących niczego? Kupa ludzi, którzy mają mnie daleko, którzy lubią wytykać mi wszystko to, co we mnie paskudne, nie dostrzegając przy tym ani jednej z moich zalet. A zapewniam Was wszystkich, że takowe posiadam. Amen.

Opublikowane w: on czerwiec 5, 2008 at 8:51 pm Komentarze (6)