Wiersz poniższy to kolejny wiersz Hszonszcza, w którym zaobserwować możemy zjawisko pointy nie wiadomo skąd. Został on niedawno wygrzebany w Hszonszczym Pamiętniku, a okoliczności jego powstania wiążą się z okresem raczej dla autorki niechlubnym. Widzimy tam datę 10.01.09, która wiele nam wyjaśnia. Autorka trwała bowiem wtedy w stanie domniemanego zakochania w osobniku niemiłym i parszywym, który później wręcz podłym chamem i kłamcą być się okazał. Zważając na powagę, z jaką Hszonszcz niemalże zawsze stany swojej duszy traktował, niesprzyjające okoliczności nie powstrzymywały go od głębokiego przeżywania problemu, który zdaje się problemem nie był wcale. Hszonszcz nie ustawał jednakże w obwinianiu swojej osoby, oczyszczając w ten sposób z wszelkich zarzutów paskudnego delikwenta, z którym miał nieszczęście się zadawać. Obecnie pozostaje nam się cieszyć jedynie, iż sprawa ta dawno zamknięta została i przyjrzeć się tej po niej pamiątce:
Współcierpień niedola
dłoń wyciągniona
lecz odrzucona
troska obawa
wścibskością nazwana
ach czemuż dusza Twa udręczona
i gnębi Cię smutność nieznana?
co Ciebie rani
i we mnie zwrócone
co bólem Twoim
i mój spokój zburza
na oczy nie patrzę, oczy me zamglone
papier we łzach się zanurza
co Tobie Kochany?
cóże Ci Najmilszy?
czemuż ja pomóc nie umiem?
papier zalany, łza oczy wilży
chyba zostanę zdunem