Rymy z dnia szóstego stycznia, kiedy to Hszonszcz po raz kolejny (i zapewne nie ostatni) stojąc przed nieprzyjemnie wielkim lustrem łazienkowym zniesmaczył się swym wyglądem, a zwłaszcza tu i ówdzie występującymi zbędnymi raczej fałdkami tłuszczyku. Zapomniał jednak jak ważną funkcję tłuszcz ten w ciele ludzkim pełni (termoizolacja, moi państwo!) i że właściwie tragedii to nie ma. Aczkolwiek nie omieszkał wywnętrzyć się na ten temat w wierszydle następującym:
Na spuchłość
Tyłek mój nabrzmiewa
puchnie puchnie ach!
co będzie nie myślę
bo pomyśleć strach!
bujnie w siłę rośnie
pękata cholera
w słowie jednym – kurwa!
myśl ma się zawiera
czemużże nie znikasz
uprzykrzna ty maso
ja nie chcę wyglądać
nie chcę jak Picasso!!!
co robić, kie środki
przedsiębrać mi pora
czy z tym do lekarza
magika znachora?
palnij się w łeb panna
wskórać nic nie sposób
nic to nie da tobie
w sprawie innych osób
jeśliś burak pacan
debil lub idiota
nie pomoże tobie
aparycja złota