Świeże, najświeższe.
Obawa
przepełnia wciąż moją duszę
szczęśliwość niewyrażalna
co rusz, to znowu się wzruszę
ma radość niepoznawalna
wgryza się jednak perfidnie
krztyna wahania, obawy
a jeśli nagle tak zbrzydnie
barwność tej życiem zabawy?
co, jeśli tęczy żwawość
zblednie nam w mig niespodzianie
mierzić zacznie jaskrawość
a entuzjazmu nie stanie?
farb gdzież mi szukać cudownych?
gdzież mi ich szukać, ach psiakość!
w mocy swej nieodzownych
aby ubarwić nijakość
świta wtem w oka mgnieniu
otuchy piękna drobina
myśl by nie ulec zwątpieniu
które się w umysł wcina
powitać formy ten spadek
spokojnym ducha weselem
zwyczajny choćby obiadek
uczynić swym przyjacielem
sprawić by stał się zbędny
komentarz inteligentny
nie dać by pośpiech obłędny
stłamsił dnia urok ponętny
oswoić przynudną nutę
pieśnią uczynić doniosłą
dźwięki z patosu wyzute
upstrzyć zwykłością wzniosłą
ach czy możliwe by zwinnie
na tę-że modłę tak prostą
pozmieniać burość niewinnie
wielobarwniejszą chłostą?
powiedz że wierzysz niezchwianie
zapewniaj o Twej pewności
zniszcz to me głupie pytanie
czy się nie lękasz szarości