Ferie za nami. A Hszuja jak zwykle narobiła planów na te dwa tygodnie i nie zrealizowała niczego.
- Głównym celem był solidny odpoczynek. Zamierzałam się porządnie wyspać i odetchnąć trochę. Niestety, nie powiodło się. Niemała to zasługa moich sióstr i przebywających u mnie przez prawie całe ferie kuzynek w wieku podejrzanym ;]
Sprawą drugorzędną była nauka, którą zaniedbałam zupełnie i przyznaję to bez bicia. Poczyniłam sobie takie piękne postanowienia: codziennie siedzenie nad angielskim do oporu, a prócz tego także nauka innych języków. Miała być i mała powtórka z łaciny, i kaligrafia chińska, i opanowanie kilku lekcji z kursu języka hiszpańskiego, a nawet nadrabianie zaległości w niemieckim!
I co? Nawet jednej piątej nie zdołałam zrobić.
~ Angielski – tu jeszcze umiarkowanie źle. Bo pod presją (na dodatkowe lekcje chodzę czy poniedziałek czy maj xD). Rozdział wyczerpujących ćwiczeń z książki Misztala już za mną. Nie był taki znowu tragicznie trudny. Tematyka? Gardening. Schody zaczną się niebawem, bo w dziale “Health and medicine”. Całą pierwszą klasę się użerałam z biologią tylko po to, żeby to teraz powtórzyć w wersji angielskiej :/ Co poza tym? Matura próbna nie przeanalizowana. Ćwiczenia do FCE (mój cel na najbliższe miesiące) czekają. Ech, z angielskim nie najlepiej.
~ Niemiecki – co tutaj? Żal serce ściska xD Otworzyłam zeszyt tylko po to, by go ze wstrętem zamknąć.
~ Łacina – Tabelka z deklinacjami gdzieś sobie spokojnie leży, koniugacje też się zawieruszyły. Na lekcje po feriach wracam z mniejszą wiedzą niż przed.
~ Chiński – wreszcie kupiłam oxfordzki słownik angielsko-chiński! Wprawdzie nie ten, który pierwotnie zamierzałam gdzieś zamówić, ale jego nieco uszczuploną wersję. Na razie powinno wystarczyć. Oczywiście z wielkim zapałem zabrałam się za jego przeglądanie, nawet wzięłam do szkoły wszystkim pokazać ;p Ale teraz sobie leży. Nauczyłam się tylko nim posługiwać, bo tę wiedzę też trzeba sobie przyswoić, by ze słownika chińskiego korzystać ;p A kaligrafia jak leżała, tak leży.
~ Hiszpański – pogłaskałam okładkę słownika. Kurs odpoczywa na półce.
-Hszuja, imponujesz mi! Jak można przez dwa tygodnie tyle nie zrobić?! – stwierdza niespodziewanie Hszonszcz wyskakując z pudełka po zapałkach.
- Oj Hszonszczyku, kto jak kto, ale ty nie powinieneś nikogo pouczać. Zaniedbałeś cały turniej Masters! Nie widziałeś tej pięknej porażki Ronniego w pierwszej rundzie ani też wielkiego zwycięstwa Marka Selby’ego w finale! Toż to wstyd! Wstyd i hańba!
Hsz też ma wiele do powiedzenia:
- A ze mną to nawet nie jest tragicznie. Przez całe ferie wchłonęłam kilka powieści historycznych. “Królów przeklętych” mi się czytać zachciało! “Medicusa” i “Katedrę Marii Panny w Paryżu” nadgryzłam nawet. I “Proces” Kafki. Ten ostatni to musiał mieć nieźle w czubie. Książka mnie zaciekawiła, pożarłam ją jednym tchem, żeby się dowiedzieć o co w niej chodzi. Jak mi się wydawało, zakończenie powinno wszystko wyjaśniać. Niestety. Wiem jeszcze mniej niż na początku.
- Dość, Hsz. Dość na dzisiaj. Podsumujmy zatem:
Ogólny bilans wiedzy po feriach – może nie ujemny, ale bliski zeru.
Congratulations.