O czym hszonszcz brzmi w trzcinie?

Hszonszcz, jak każde niemal stworzenie swojego gatunku, musi się czasem wyszumieć. Wybrzmieć w trzcinie albo i bez niej. W brzęczeniu, niby to poetyckim, w nim właśnie niekiedy ratunku szuka. Różny owoc brzęku tego bywa, nie zawsze wartość jakąś przedstawia. Jednakże ten ostatni, według hszonszcza, na jakąś uwagę zasługuje na pewno. Zresztą co tu dużo mówić, ocenę Czytelnikowi zostawić wypada.

O czym hszonszcz brzmi w trzcinie

Gdy szczęście tak szczęśnie zatrzęsie i mięśnie
Tak drżące gorące nim słońce palące
I uśmiech nie uśnie lecz muśnie fikuśnie
Nad miską kocisko co blisko ma śpisko

Choć ręce w podzięce chcę więcej i więcej
A mili mówili że w chwili tej kwili
Z ukradka zagadka lecz gadka wciąż szmatka
Ni tak ni śmak bo brak, wciąż brak…

Niech tuli przytuli utuli zatuli
Niech szepce i łechce i niech chce choć nie chce
Niech wiem z każdym dniem zanim zjem że to z Niem!
I niech trwale się wwiercę w Twe serce.

Published in: on Lipiec 13, 2011 at 4:05 pm  Comments (5)  

Doraźnie.

Wczorajszo-dzisiejsze, bo mnie północ zastała.

Doraźnie

a gdyś tak obłędnie oddalon
gdy tęskność uderza w mą duszę
pęcznieje wnet uczuć złych balon
łeb skręcę tej smutku ropusze

tych chwil niby jeszcze niewiele
a źródłem mi niewyczerpanym
i wnet biegnie po całym ciele
dreszcz miły i myśl o kochanym

i czułość tak wzbiera znienacka
i wskrzesza me wnętrze zmurszałe
i radość ogarnia wariacka
potrąca me serce zastałe

jak dobrze jak dobrze ojej
otrząsnąć się chyba nie zdołam
bo nie chcę strzepywać ja tej
rozkoszy. och ja jej podołam!

opada snu fala łagodnie
zasnuta mgłą szarą codzienną
w realność lecz wkraczam pogodnie
i z twarzą szczęśliwie promienną

 

Published in: on Luty 21, 2011 at 12:27 am  Dodaj komentarz  

Mein Kampf.

Efekt Hszonszczowej frustracji wywołanej faktem nawału pracy i totalnego niemalże zaniku życia towarzyskiego czy w ogóle braku chwili wytchnienia spowodowanych nieudolną próbą ciągnięcia dwóch kierunków studiów. Niedługo później czara goryczy została przelana i Hszonszcz podjął jedną z nielicznych mądrych swoich decyzji – o porzuceniu tych starań daremnych i poświęceniu uwagi kierunkowi ważniejszemu. Zamilczmy tymczasem o realizacji, która nie jawi się jako najskuteczniejsza; decyzja sama w sobie należy jednak do rozsądnych.

Mein Kampf

struggle to cope
willing to stand
where is my hope?
where helping hand?

sa-wat di ka!
em người nước nào?
miło Cię poznać
nǐ hǎo, nǐ hǎo

by to szlag jasny
aby to szlag!
muszę uciekać
lecz nie wiem jak

daleko dalej
na świata kres
a edukacja?
a czyż to pies?

oj tam, no worries
chciałabym rzec
chcę podnieść tyłek
i dokądś biec!

ma przygwożdżoność
głowobolenie
pomstowołanie
i to wkurwienie!

ach ja pierdolę
o murwa kać
zjebana sprawa
nie chcę się dać!

struggle to cope
willing to stand
but there’s no hope
no helping hand

Published in: on Luty 8, 2011 at 2:02 pm  Dodaj komentarz  

Tęskniak.

Najświeższe, sprzed chwil kilku.

Tęskniak

ciemno
pustka wygląda spod łóżka
przystani na pozór bezpiecznej
przytulnej

zimno
łypie kawał bladej blachy
białe zęby szczerzy złośliwie
w proteście

nudno
sterty kart pożółkłych sporawe
kusić od dawna nie w stanie
obmierzłe

tęskno
sprzętów miliony dokoła
osób moc na ręki skinienie
a brak

nie odczuć go niepodobna
gryzie nęka wyniszcza
niczym dzieciak wścibski zamęcza

a gdzież a dlaczego jak długo

nie ustaje nie cichnie

chcę ja chcę ja chcę
a chciej głupi dzieciaku

chciej

wrzodem tyś na mym ciele
naroślą złośliwą
tęskniakiem

lecz chcę cię ja chcę cię i basta
kiełkuj pęczniej narastaj
łaskocz drap kłuj uwieraj
nie zwalniaj ucisku twardego
zjadaj mnie zżeraj od środka
od zewnątrz przeszywaj na wskroś
niknąć się nie waż ni lżeć
katuj męcz bij poniewieraj

ja ciebie chcę

Published in: on Luty 2, 2011 at 2:00 am  Dodaj komentarz  

Obawa.

Świeże, najświeższe.

Obawa

przepełnia wciąż moją duszę
szczęśliwość niewyrażalna
co rusz, to znowu się wzruszę
ma radość niepoznawalna

wgryza się jednak perfidnie
krztyna wahania, obawy
a jeśli nagle tak zbrzydnie
barwność tej życiem zabawy?

co, jeśli tęczy żwawość
zblednie nam w mig niespodzianie
mierzić zacznie jaskrawość
a entuzjazmu nie stanie?

farb gdzież mi szukać cudownych?
gdzież mi ich szukać, ach psiakość!
w mocy swej nieodzownych
aby ubarwić nijakość

świta wtem w oka mgnieniu
otuchy piękna drobina
myśl by nie ulec zwątpieniu
które się w umysł wcina

powitać formy ten spadek
spokojnym ducha weselem
zwyczajny choćby obiadek
uczynić swym przyjacielem

sprawić by stał się zbędny
komentarz inteligentny
nie dać by pośpiech obłędny
stłamsił dnia urok ponętny

oswoić przynudną nutę
pieśnią uczynić doniosłą
dźwięki z patosu wyzute
upstrzyć zwykłością wzniosłą

ach czy możliwe by zwinnie
na tę-że modłę tak prostą
pozmieniać burość niewinnie
wielobarwniejszą chłostą?

powiedz że wierzysz niezchwianie
zapewniaj o Twej pewności
zniszcz to me głupie pytanie
czy się nie lękasz szarości

Published in: on Styczeń 24, 2011 at 3:43 am  Dodaj komentarz  

Przebudzeń udręka.

Twór z 9 stycznia roku bieżącego.

Przebudzeń udręka

ach przeszywa ciało
przecudowny dreszcz
biega niczym pająk
trzyma niczym kleszcz

oczy mgłą zasnuwa
mgłą rozkoszy lecz
nie wybiegam naprzód
nie spoglądam wstecz

pomyka szalona
w ciele moim krew
na jednym skupiona
w reszcie wzbudza gniew

wiecznym mi się zdaje
ów życia kwiatostan
niechaj tak zostaje
niech trwa ów błogostan

naiwnie się łudząc
że nie minie wnet
powoli się budząc
wynurzam jak kret

nie zda się promiennym
słońca chory blask
nie jest mi zbawiennym
z ust mych nikły wrzask

uparcie zastygam
świat próbuję zwieść
od życia się migam
snu nić wolę pleść

 

Published in: on Styczeń 22, 2011 at 2:25 pm  Dodaj komentarz  

Na spuchłość.

Rymy z dnia szóstego stycznia, kiedy to Hszonszcz po raz kolejny (i zapewne nie ostatni) stojąc przed nieprzyjemnie wielkim lustrem łazienkowym zniesmaczył się swym wyglądem, a zwłaszcza tu i ówdzie występującymi zbędnymi raczej fałdkami tłuszczyku. Zapomniał jednak jak ważną funkcję tłuszcz ten w ciele ludzkim pełni (termoizolacja, moi państwo!) i że właściwie tragedii to nie ma. Aczkolwiek nie omieszkał wywnętrzyć się na ten temat w wierszydle następującym:

Na spuchłość

Tyłek mój nabrzmiewa
puchnie puchnie ach!
co będzie nie myślę
bo pomyśleć strach!

bujnie w siłę rośnie
pękata cholera
w słowie jednym – kurwa!
myśl ma się zawiera

czemużże nie znikasz
uprzykrzna ty maso
ja nie chcę wyglądać
nie chcę jak Picasso!!!

co robić, kie środki
przedsiębrać mi pora
czy z tym do lekarza
magika znachora?

palnij się w łeb panna
wskórać nic nie sposób
nic to nie da tobie
w sprawie innych osób

jeśliś burak pacan
debil lub idiota
nie pomoże tobie
aparycja złota

Published in: on Styczeń 19, 2011 at 4:15 pm  Comments (1)  

Leśna piosenka.

I znów mamy przed sobą twór dość świeży, a zatem komentarza zbędnego nie wymagający. Piosnka prosta, nieszczególna, bez błyskotliwych sformułowań czy zaskakującej pointy. Piosnka lekka i przyjemna.

Leśna piosenka

Wyszła raz dziewczynka (głupia jak sto dwa)
Wyszła wczesnym rankiem do lasu po drwa
Ścieżką zmierza chyżo bez strachu bez lęku
Piosnka na usteczkach dodaje jej wdzięku

Szumi szumi las
Ach po drwa już czas
Szumią szumią drzewa
Nikt prócz mnie nie śpiewa

Marzy tak dziewczynka (głupia albo nie)
Co by spotkać stwora kiego jak we śnie
Ścieżka wnet się nuży dłuży się w try miga
Piosnka nieciekawa choć dziewczę w takt dyga

Szumi szumi las
Ach po drwa już czas
Szumią szumią drzewa
Nikt prócz mnie nie śpiewa

Kroczy tak dziewczynka (nie sądźmy, nie czas)
A stwór nie nadchodzi nie wymierza w nas
Ścieżka ścieżka ścieżka któż o ścieżkę dba
Piosnka się nie klei gdzież te gdzież te drwa

Szumi szumi las
Ach po drwa już czas
Szumią szumią drzewa
Nikt prócz mnie nie śpiewa

Spojrzała dziewczynka (dziewczę jakich brak)
I oczy przeciera i nie wierzy jak
Ścieżka znów tak cudna słychać kroków takt
Piosnka przewspaniała opromienia trakt

Szumi szumi las
Po drwa już nie czas
Szumią szumią drzewa
Cudna pieśń rozbrzmiewa

Published in: on Styczeń 19, 2011 at 1:28 am  Dodaj komentarz  

Pragnienie.

Twór bardzo aktualny, z datą 13 stycznia roku 2011.Z tego względu od komentarza się powstrzymamy, uznając go w tym momencie za zbędny. Szczególnie biorąc pod uwagę tłumy czytające bloga tegoż.

Pragnienie

Nawiedza człowieka niekiedy
Ta myśl nieprzyjemna, ta zła
Myśl to o niedokochaniu
Potrzebie miłości choć źdźbła

Rodzina, rzecz oczywista
Co sił tak Cię wspiera, tak dba
Lecz choćby krewnych mieć trzysta
Smutek się wkrada do łba

W przyjaźni ofiarność bez zwątpień
Ufasz i cenisz jej straż
Przyjaźń lecz życiem swym żyje
Chociaż nie mówi tak w twarz

Dalszych znajomych nie wspomnę
Spora ich liczba, to fakt
Wysiłki lecz karkołomne
By zmienić ich takt – w Twój takt

Przeniewyborny dysonans
Świat Ci gotuje co dnia
Wydać chcesz rychło ordonans
Co serc reformę wnet da

Nie zdołasz żadnym rozkazem
Zrąbać rozterek Twych drew
A chcesz li tylko z kimś razem
Unosić w zachwycie brew

Płakać, się dusić ze śmiechu
Jak i w rozpaczy wraz łkać
Odczuwać w każdym oddechu
Serca i duszy cną brać

Zabawiać ckliwym paplaniem
Dyskusję głębszą też wieść
Jak i milczeniem złocistym
Pieśń współradości pstrą nieść

Wołasz i pragniesz ratunku
Co zniszczy marazmu cień
Czekasz wciąż z niebios darunku
Nadziejnie wpatrzony weń

Bezgłos i bezruch totalny
Ciszy okrutny trwa dźwięk
Napiszmy wers więc finalny
A niech by stan ów w pół pękł!

Published in: on Styczeń 17, 2011 at 11:30 pm  Dodaj komentarz  

Współcierpień niedola.

Wiersz poniższy to kolejny wiersz Hszonszcza, w którym zaobserwować możemy zjawisko pointy nie wiadomo skąd. Został on niedawno wygrzebany w Hszonszczym Pamiętniku, a okoliczności jego powstania wiążą się z okresem raczej dla autorki niechlubnym. Widzimy tam datę 10.01.09, która wiele nam wyjaśnia. Autorka trwała bowiem wtedy w stanie domniemanego zakochania w osobniku niemiłym i parszywym, który później wręcz podłym chamem i kłamcą być się okazał. Zważając na powagę, z jaką Hszonszcz niemalże zawsze stany swojej duszy traktował, niesprzyjające okoliczności nie powstrzymywały go od głębokiego przeżywania problemu, który zdaje się problemem nie był wcale. Hszonszcz nie ustawał jednakże w obwinianiu swojej osoby, oczyszczając w ten sposób z wszelkich zarzutów paskudnego delikwenta, z którym miał nieszczęście się zadawać. Obecnie pozostaje nam się cieszyć jedynie, iż sprawa ta dawno zamknięta została i przyjrzeć się tej po niej pamiątce:

Współcierpień niedola

dłoń wyciągniona
lecz odrzucona
troska obawa
wścibskością nazwana
ach czemuż dusza Twa udręczona
i gnębi Cię smutność nieznana?

co Ciebie rani
i we mnie zwrócone
co bólem Twoim
i mój spokój zburza
na oczy nie patrzę, oczy me zamglone
papier we łzach się zanurza

co Tobie Kochany?
cóże Ci Najmilszy?
czemuż ja pomóc nie umiem?
papier zalany, łza oczy wilży
chyba zostanę zdunem

Published in: on Styczeń 17, 2011 at 12:54 pm  Dodaj komentarz